Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Późna jesień

Urodziłem się ostatniego dnia jesieni. To zabawne, ale uświadomiłem sobie to dopiero kilka dni temu. Jakie ma to znaczenie? Niby żadnego, poza tym, że pojąłem, iż z jesienią, późną jesienią, przejąłem jej niektóre cechy. Na przykład nieco nostalgii, co nie jest chyba takie najgorsze. Gorzej, że nieco jej ponurości, a to już nie najlepiej. Poza tym zmienność nastrojów, jak jesienne zmienności pogody. Jesienny chłód, jesienny brak zrozumienia dla wiosennej radości, i jesienne pragnienie zrozumienia wiosny.
Późna jesień bliska jest świętu Bożego Narodzenia, czyli bliska radości, ale czegoś w niej ciągle brakuje, za czymś głęboko tęskni. Zawsze jej się wydaje, że czegoś nie dokończyła,  inni zawsze są przekonani, że mogą od niej wymagać więcej. A późna jesień nie potrafi inaczej.
Nikt nie kocha późnej jesieni.

środa, 16 października 2013

Mimozami jesień się zaczyna

Aura tego roku uszczęśliwiła nas nie tylko pięknym latem, ale i prawdziwą złotą polską jesienią, czyli babim latem. Ale tak naprawdę nie jest to polski wynalazek, istnieje przecież również Indian Summer, tłumacząc dosłownie – indiańskie lato, ale dokładnie odzwierciedlające polskie pojęcie. Dlaczego indiańskie? Nie wiem. Dlaczego babie? Też nie wiem. Niemcy nazywają taką porę roku Altweibersommer, tłumacząc dosłownie „lato starych bab”. Skąd wzięły się baby? Chyba nikt już nie będzie w stanie dociec, ale podobno mają coś wspólnego z pajęczynami (tak wywodzą to pojęcie językoznawcy ze staroniemieckiego). Czy z Niemiec przywędrowały „baby” do Polski, nie wiadomo, ale wynika z tego, że „baby”, to pajęczyny, przynajmniej za naszą zachodnią granicą.
Według rodzimych starych ludowych podań, pajęczyny snujące się wczesną jesienią są nićmi z wrzeciona Matki Boskiej, które mają przypomnieć gospodyniom czas roboty koło przędziwa i potrzebę okrycia biednych sierot na zimę.
W góralskiej gwarze, która jest podobno najbliższa staropolszczyzny (tak uważał między innymi Sienkiewicz, choć nie tylko on), baba, to po prosu kobieta. Wywołało to i wywołuje wiele kontrowersji, zwłaszcza wśród hierarchów kościelnych, którzy protestują przeciwko głoszeniu kazań w gwarze góralskiej. Bo jakże to głosić, że „baba porodziła syna”.
Zostawmy jednak baby i pajęczyny, bo nie one stanowią o urokach jesieni. Jesień taka jak tego roku jest piękna, bo pełna kolorów na drzewach i krzewach. Potęguje to wrażenie słońce, które jesienią też subtelniejszymi, i choć czasem zawieje chłodem, cieplejszymi barwami otacza świat. W takie dni koryguję nieco drogę do pracy, by przemykać samochodem przez te rejony miasta, gdzie drogę obrastają cudownie kolorowe drzewa, a z rana przynajmniej przez kilka chwil sycę wzrok bajecznie mieniącymi się złotem i czerwienią morenowymi wzgórzami porośniętymi lasem.
Jesień wywołuje nostalgię, skłania do refleksji na temat rzeczy przeszłych, tkwiących już tylko w pamięci. Zmusza do zadumy nad wydarzeniami z przeszłości, tymi niedawnymi, i tymi z odległego czasu. Zadaje pytania z życia: co chcielibyśmy zmienić? Co się udało a co nie? Co jeszcze możemy naprawić i w jaki sposób, bo przecież nie wszystkie wydarzenia są nieodwracalne. Czesław Niemen w piosence Wspomnienie śpiewał, że: „Mimozami jesień się zaczyna”. Dlaczego mimozami, choć mimoza jest tropikalną rośliną rodem z Ameryki Południowej? Ano właśnie dlatego, że w powszechnej tradycji symbolizuje wrażliwość.
Lubię jesień i towarzyszący jej rachunek sumienia. Lubię jesień, bo w moim życiu akurat jesień niosła najmilej wspominane przeze mnie wydarzenia, ot choćby bez mała przed trzydziestu już laty mający miejsce ślub. Poza tym w latach mojej młodości jesień była czasem rajdowych wypraw w Bory Tucholskie, na Kaszuby i w góry. Kto nie był tam jesienią, nie jest w stanie zrozumieć tej niezwykłej scenerii, tam właśnie niemal dotknąć można tajemnicy przemijania i odrodzenia. Jesienne góry i rozległe przestrzenie, to mistyczne niemal przeżycie. Mam jeszcze w pamięci mieniące się wszelkimi możliwymi barwami pokryte lasem wzgórza nad rzeką Hudson w pobliżu West Point czy w górach Catskill, wciąż tęsknię za wędrówkami po Bieszczadach czy Gorcach – poranną mgłą snującą się w dolinach, a nawet źródełkiem, które pewnego poranka zamarzło, gdy wydostałem się z ciepłego śpiwora i chciałem nabrać wody do czajnika. Wieczorem siadaliśmy przy ognisku i śpiewaliśmy:

Pusto w Gorcach jest jesienią,
Chociaż w dole życie wre.
Tutaj w górach tylko buki.
Złocą się wśród innych drzew.
Gdzieś w dolinę schodzą ślady,
Ktoś niedawno siano zwiózł,
Na polanie pozostały,
Trzy ostrewki puste już.

Albo:

Lato z ptakami odchodzi,
Wiatr skręca liście w warkoczach,
Dywanem pokrywa szlaki,
Szkarłaty wiesza na zboczach.
Przyobleka myśli w kolory,
W liści złoto, buków purpurę,
Palę w ogniu letnie wspomnienia,
Idę wymachując kosturem.

I to są najcenniejsze jesienne wspomnienia.

niedziela, 22 września 2013

Wakacyjne wspomnienia na jesień

 Lato minęło, a uczucie ogniem płonie – śpiewał Rudi Schubert. A Felicjan Andrzejczak z Budki Suflera pytał Jolkę, czy pamięta to lato ze snów? Ja pamiętam takie lato, choć to nie była Jolka. To był 1983 rok. Gdy w tamte wakacje moja dziewczyna prowadziła kolonie, jako wychowawczyni najstarszej grupy chłopców w Miłosnej pod Warszawą, przez dziwny przypadek na krótką chwilę stałem się właścicielem kilkunastoletniego Volkswagena Passata kupionego za 1000 marek zachodnioniemieckich. Wówczas to, z przyjacielem ze studiów, postanowiliśmy do niej wpaść na krótkie odwiedziny. Z Trójmiasta do Miłosnej było niemal czterysta kilometrów, a wszystko było na kartki, więc, przywołując ponownie Budkę Suflera, żebrząc wciąż o benzynę, gnałem, nie przez noc wprawdzie, ale równie niecierpliwie, silnik rzęził ostatkiem sił. W Warszawie na jednej ze stacji benzynowych uprosiliśmy na stacji o tzw. „paliwo turystyczne”, czyli nalewane poza oficjalnym przydziałem i rzecz jasna znacznie droższe, ale udało się uzupełnić braki. Ale było warto! Dzięki tamtej wyprawie z czasów stanu wojennego, pozostały niezapomniane i jedne z najpiękniejszych wspomnienia.
Nadchodząca jesień zawsze niesie dobre letnie wspomnienia, choć osnute mgiełką nostalgii. Zbliża się przecież zima. Jeszcze wiele tygodni upłynie, nim spadnie pierwszy śnieg, ale ta świadomość odchodzenia ciepła i zieleni już budzi tęsknotę za następnym latem i oczekiwanie na wiosnę. Piękne letnie, gorące wspomnienia, nawet sprzed wielu lat, pozwalają przeczekać trudniejsze chwile.
Dlaczego zazwyczaj wydarzenia lata najtrwalej zapisują się w pamięci? Zwłaszcza te z czasów młodości? Bo lato to wakacje – harcerskie obozy, biwaki, żagle na Wielkich Jeziorach, kajakowe spływy, słońce, dziewczyny, wieczorne śpiewy przy dźwiękach gitary i strzelających iskrach ogniska, plaża i kąpiele za dnia. A do tego pierwsze fascynacje i uczucia – czyż można o takich wakacjach zapomnieć, nawet jeśli było ich wiele?
Było ich wiele, ale, jak sądzę, każdemu przychodzi na myśl zwłaszcza jedno lato, to z jakiegoś powodu najważniejsze. Dla mnie to było właśnie było tamto lato, zaraz po wizycie papieża, gdy jeszcze w więzieniach przetrzymywano wielu działaczy demokratycznej opozycji, w tym moich kolegów z NZS-u. Życie to jednak ma do siebie, że nie pyta o pozwolenie i pisze własny scenariusz.

Jutro zacznie się jesień. Cieszę się z jej przyjścia, bo gdyby nie ona, nie docenilibyśmy lata. Poza tym jest piękna, mieni się wyjątkowymi barwami. I troszkę bardziej zadumana, refleksyjna, ale takie chwile też są potrzebne. I zupełnie nie straszna, gdy ma się takie jak ja wspomnienia z niejednego lata.